Pomysł na jednostrzał: WoD „Ostatnie święta”

Serwus załogo!

Oto zajawka scenariusza który prowadziłem w październiku minionego roku i wyszedł miodnie. W tytule jest napisane WoD, ale można go rozegrać na innych systemach, ważne żeby świat był w miarę współczesny i były tam bomby. Klimat jest ponury, a jak się uda to powinien być mocno przygnębiający. Taki jednostrzał na posmutanie.

Skrót: Postacie graczy zostają zmuszeni przez grupę terrorystyczną do podłożenia bomby na trasie świątecznej parady w Nowym Jorku. Jeśli spróbują skontaktować się z policją, albo nie wykonają zdania, terroryści mają ich bliskich i są gotowi ich skrzywdzić. Dramaty panie, dramaty.

Pomoce: Prowadziłem ten jednostrzał pod płytę „Infra” Maxa Richtera. Leciała sobie cały czas w tle cichutko.

Infra – Max Richter
Mięcho: Postacie graczy (najlepiej gdyby była ich dwójka) są  normalnymi zjadaczami chleba, gdzieś w latach 90. Nie muszą się znać, ważne żeby byli w stanie pozwolić sobie na wypad do Japonii. Tam wraz z bliskimi zostali porwani przez organizacje terrorystyczną Aum Shinrikyō i dostali ultimatum: albo pomogą ekstremistom w zamachu podczas parady w Nowym Jorku, albo ich bliscy zostaną zabici.

Lecą więc do Stanów, mając w bagażu podręcznym kilkanaście z pozoru bezpiecznych elementów, które technik – członek organizacji, mieszkający w Nowym Jorku, ma uzbroić.

Sesja zaczyna się w nocy, a o świcie rusza parada świąteczna. Gracze wjeżdżają do miasta podmiejskim pociągiem, pełnym ludzi, prosto z lotniska. W mieście świąteczna gorączka, ludzie zjeżdżają się z całego kraju żeby spotkać bliskich, policja postawiona w stan najwyższej gotowości, a gracze co jakiś czas dostają telefon z Japonii; ich bliscy żyją, ale w każdej chwili może się to zmienić.

Drużyna musi udać się do technika który mieszka w slusmach, żeby uzbroił im bombę. Można tam podkręcić klimat zagrożenia, kilku miejscowych bandytów na pewno zainteresuje się nowymi osobami, być może torba z bombą stanie się celem rabusiów. Sam technik to ubogi człowiek mieszkający z niepełnosprawnym synem w jednopokojowym mieszkaniu, cała ta sprawa interesuje go tylko ze względu na pieniądze. Po uzbrojeniu bomby wyprosi graczy jak najszybciej i będzie chciał o tym zapomnieć. Potem pozostaje już tylko pojechać na miejsce.

Scenariusz nie jest skomplikowany, ot uzbroić bombę i ją podłożyć, ale nie o to tu chodzi. Dużo obyczajowych scenek, częste telefony od rodziny i odpowiedni klimat, powinny stworzyć dobry nastrój do odpowiedzi na pytanie co jest dla postaci ważniejsze: bliscy czy niewinni ludzie.
Moja drużyna uzbroiła bombę, ale po długich namysłach skontaktowali się z policją.

World Of Darkness Song Challenge – Supernatural Fight Scene Song

Już wcześniej podałem konkretne do systemów, tutaj bardziej uniwersalne przedstawię 🙂 Kawałek, który pasuje do każdego systemu. Prolog, epilog, środek sesji – zawsze się wpasuje. Szczególnie podoba mi się to budowanie napięcia do czasu wejścia perkusji – miejsce na wprowadzenie opisu nadchodzącej walki, robiąc to umiejętnie, perkusja i nadchodzący z nią pierwszy cios w stronę bohaterów może zaskoczyć Graczy.

We’re in This Together, Nine Inch Nails, We’re in This Together

Innym źródłem niż zespoły, są oczywiście gry akcji, shootery. Dla wielu systemów używam ścieżki dźwiękowej z „Painkillera” – jest rytmiczna, dźwięczna i pasuje zarówno gdy drużyna spuszcza łomot, jak i go otrzymuje. Pełno wspaniałych kawałków z połączenia speed metalu i techno. To ma już 10 lat!

Painkiller Game Soundtrack, Stephen Rippy & David Rippy & Kevin McMullan, Me versus the Underworld

 

Warsztaty „Graj Muzyką” na Hellconie 2015

12 grudnia 2015 ja i Merry odwiedziliśmy Hellcon 2015. Po tym, jak Merry poprowadziła tradycyjną prelekcję o wywoływaniu grozy na sesji, przeszliśmy do kolejnej tradycyjnej części naszego programu, czyli Graj Muzyką. Mimo, że konwent nastawiony był raczej na mangowców, przyciągnęliśmy małą grupkę RPGowców i udało nam się wspólnie wymyślić sporo ciekawych scenek pod puszczane utwory. Z mojego punktu widzenia mniejsza niż zazwyczaj ilość osób na warsztatach okazała się dużo bardziej owocna i przyjemna, jako że każdy miał szansę się wypowiedzieć i puściliśmy dużo więcej utworów. Warto też wspomnieć o tym, że mimo braku doświadczenia RPG-owego, do którego uczestnicy się przyznali, pomysły, które rodziły się w ich głowach pod wpływem puszczanej muzyki wzbudzał w nas niekiedy spory podziw.

 

Oto lista utworów, które się pojawiły, wraz z pomysłami, które się przy nich rodziły:

 

1. X-TG ft. Sasha Grey – Afraid

Ciche zaplecze klubu, ciemne głębie cyberpunkowej metropolii, opuszczona łódź podwodna, czy uwodzicielska seryjna morderczyni odpoczywająca między zabójstwami – niepokojący i ciężki nastrój, wraz ze spokojną, jednostajną rytmiką oraz wokalem Sashy Grey dają wrażenie ukrytego niebezpieczeństwa, pozornego spokoju i łudzącego piękna, pod którym kryje się coś mrocznego i niebezpiecznego.

 

2. The Tornados – „Telstar”

http://www.youtube.com/watch?v=BxpZ5rOMH4U

Szarża steampunkowych mechanicznych koni, radosne rodeo, przejażdżka autostopem z dziwnym kierowcą, u którego zawsze leci ten sam utwór, czy wesołe miasteczko w którym nie wszystko działa jak powinno. Stary instrumentalny utwór z początku lat 60 jest szybki, dynamiczny i w pewien sposób optymistyczny, jednak jakość utworu jest daleka od doskonałej – ogólna chropowatość i zgrzyty obecne w dźwięku dodają tej skocznej melodii warstwę dziwności.

 

3. Skrillex & Damian „Jr. Gong” Marley – Make It Bun Dem

Szczególnie ożywiony koncert, deal o rzadki stuff na zapleczu klubu, w którym dzieje się sroga impreza, wypalanie pól marijuany miotaczami ognia czy muzyk, który patrząc w lustro doznaje olśnienia i postanawia wyeliminować swojego konkurenta. Żywiołowy reggaestep, autorstwa prawdopodobnie najbardziej znanego twórcy dubstepu oraz syna legendy reggae, przywodzi na myśl klimaty czarnoskórych muzyków oraz dzikich imprez, wśród których przewija się zakazany owoc dla wybrańców spragnionych haju ich życia.

 

4. Nox Arcana – Highland Storm

Przy tym utworze uczestnicy mieli pomyśleć nad konkretną lokacją, której dopełnieniem mógł by być ten dark folkowy instrumental Nox Arcana. Bez wyjątku wszyscy widzieli tutaj świat fantasy, a dynamiczność utworu wywołała u wszystkich wrażenie konfrontacji lub pogoni, jednak miejsca się różniły – padła bitwa klanów na szkockich wyżynach, ktoś inny widział desperacki pościg do majestatycznej fortecy, była również ucieczka małej gromadki krasnoludów w opuszczonych halach ich przodków. Idąc tropem biegnących brodaczy, uznaliśmy, że przy następnym utworze uczestnicy będą musieli wymyślić scenę dziejącą się konkretnie w krasnoludzkich kopalniach. Nie chcąc szczególnie przesadzać z czymś niepasującym do klimatu, uznałem, że trochę ułatwię robotę i puszczę kawałek szczególnie pasujący do niskich, pijanych, brodatych górników.

 

5. Lord of the Rings: Battle for Middle-Earth OST: Pride of the Dwarves

Mimo jednostajnej konwencji, pomysły były różne: grupa górników odcięta w zawalonym tunelu szukająca drogi na zewnątrz, czasy świetności królestwa Ereboru, zawalenie niegdyś wspaniałego mostu, aby pozbyć się nadciągającej bestii, czy grupa bohaterów, która uratowała krasnoludzką twierdzę i właśnie wchodzą do hali bohaterów, by ujrzeć, że wdzięczni brodacze wykuli na ich cześć wspaniałe posągi, przedstawiające bohaterów w najbardziej charakterystycznych dla nich pozach. Po tej chwili, którą spędziliśmy w tradycyjnym fantasy, przeszliśmy do ostatniego utworu:

 

6. Nile – Slaves of Xul (do 1:24)

http://www.youtube.com/watch?v=l1W-3ekB0eg

Wiedźmy odprawiające rytuał na Łysej Górze, spotkanie z mrocznym szamanem, budowa piramid, klaun zabawiający dzieci, które mogą już zacząć podejrzewać, że jest on seryjnym kanibalem, lub grupa mumii, która obudziła się we współczesnym świecie i skupia się na starożytnym papirusie, który pozwala im na chwilę wrócić do ich przedwiecznego imperium Iremu, o którym w większości zapomnieli. Ponura atmosfera, początkowy gardłowy pomruk, głośne krzyki w nieznanych językach oraz brutalny i niepokojący chaos rozwijający się w utworze, wszystko w egzotycznej, bliskowschodniej otoczce – świat współczesny ignoruje to, jak szokujące rzeczy mogą się kryć w zwyczajach i historii dawnych kultur.

Puchar Mistrza Mistrzów 2015 Falkon

Puchar Mistrza Mistrzów podbity przez Grajki! No może nie do końca podbity i nie tak bardzo przez Grajki, ale jesteśmy na drodze do tego, a jak już sobie obierzemy jakiś cel to nic nas nie powstrzyma. Uderzamy wtedy silnie niczym szalona rzeka! Jak na prawdziwą, mroczną, sektę przystało mamy swoich ludzi po każdej stronie barykady, wśród sędziów byłem to ja, a do grona uczestników konkursu przeniknęli Jarema i Włodi. Ten drugi jest już dwukrotnym zdobywcą pucharu i w tym roku walczył o stały tytuł Mistrza Mistrzów. Co wyszło z tego z tego sędziowania i szarży Włodiego? Otóż tak.

Jak każdy porządny bajarz utrzymam cliffhanger i napiszę najpierw trochę pierdół o formie samego konkursu. Sesji było w bród! I to taki głęboki, nieprzejezdny bród. To było moje pierwsze (i mam nadzieje, że nie ostatnie) sędziowanie więc nie mam jak porównywać, ale z tego co słyszałem dotychczas zawsze konkurs odbywał się na konwentach czterodniowych ergo wszystko wymagało dużej ilości pracy, ale działało. Falkon zaś był konwentem trzydniowym… I tak pierwszego dnia podczas eliminacji oglądaliśmy osiemnaście sesji w dwóch turach po dziewięć. Można było utonąć w istnym morzu narracji, npców, akcji, zagadek, śledztw, świeczek, gadżetów, muzyki, kostek, łez graczy i sztuczek mistrzów gry, którzy sypali nimi jak z rękawa. Po zakończeniu ostatniej sesji czułem się jakbym był bohaterem powieści Lewisa Carrola, jednak rzeczywistość zamiast posłać mnie na kolacje razem z zającem Marcem, wysłała mnie na obrady które miały wyłonić ekipę półfinałową. Było magicznie, chociaż pewnie nie tak jakby mogło być podczas kolacji z gadającym królikiem. Bardzo dobrze słuchało mi się profesjonalistów w swoim fachu, ludzi którzy prowadzą po 10-20 lat i robią to dobrze. Zwracali uwagę na takie elementy mistrzowania które mi nawet nie przyszły do głowy, analizowali wszystko co się działo na sesji i potrafili ująć w słowa to, co u mnie tkwiło tylko w sferze intuicji podczas obserwowania mistrzów gry. Oczywiście nie zawsze był to miód dla uszu, trafne i błyskotliwe uwagi które sam Apollo zsyłał z Olimpu. Sporo trafiało się przydługiego ględzenia, pierdół czy niskich lotów humoru, ale w ostatecznym bilansie więcej wyniosłem z wszystkich obrad ciekawych przemyśleń i świeżego spojrzenia, niż frustracji i chęci mordu. Nawet mimo to iż, pierwsze obrady trwały do świtu. Dosłownie świtu. Wracałem do hostelu z promieniami słońca na plecach. Ale do rzeczy, bo nie o sny tu chodzi, tylko półfinalistów, przeszli:

Michał Nowak – Który poprowadził zwariowaną sesję w klimatach Kingsajzu.
Jarema – Ten pokazał ostry i kopiący po jajach cyberpunk, z dobrym użyciem gadżetów.
Zed – Tutaj mieliśmy okazję obserwować rycerski romans ze zwrotem akcji.
Włodi – Wymalował baśniową fabułę o uczniach czarodzieja. (Były hobbity!)
Fedor – Dał pokaz bardzo dobrego warsztatu prowadząc Eclipse Phase.
Markov – Jak ruszył z grubej rury na początku sesji, tak do samego końca zostało.

Drugiego dnia czekały nas sesje półfinalistów, kolejne obrady i Wielki Ważny Finał. Mistrzowie półfinałowi mieli podniesioną poprzeczkę, wcześniej dostali od nas kartki z dodatkowymi wymaganiami co do scenariusza (przygotowaną przez Cravena) i hajda do ołówków! Panowie prowadzący zaprezentowali nam się tak:

Zed – Wikingowie i smoki! Brzmi jak najbardziej odjechany pomysł na okładkę płyty Manowaru czy innego patataj metalowego zespołu, do tego bitwy, źli książęta, labirynt i magiczny kwiat w tle.

Michał Nowak – Agenci korporacji implementujący sztuczne wspomnienia w mózgu człowieka na skraju śmierci. Też brzmi nieźle! Trochę Incepcji, trochę Matrixa, okraszone jakimiś anime. Sporo akcji, biegania po dachach i strzelania.

Jarema – Kac w Starym Świecie. „Narysuj mnie jak jedną z twoich Bretońskich dziewcząt”. Titanicus wpływa do portu i miażdy wszystkie statki na swojej drodze. Czy muszę coś więcej dodawać?

Włodi – Grupa dzieci przeniesiona bezpośrednio do filmu próbuje ułożyć historię tak, aby rozjaśnić oryginalne smutne tony. Brzmi najmniej szalenie, ale mimo to chwyta za to za co powinno.

Fedor – Znów Eclipse Phase i znów niekończący się zasób słownictwa. „On jakby czyta te opisy z kartki… ale nie widzę tam żadnej kartki!”

Markov – Magowie, przepastne lochy i dziwne zwierzę które ciągle przemyka gdzieś w tle. A do tego te zwroty akcji!

Sesje pomysłowe i żywe, a mistrzowie starają się przed nami, że czułem się niczym prowadzący Randkę w ciemno, no ale do finału przejść może tylko dwóch. Nolens volens resztę trzeba było zrzucić w otchłań przegraństwa, niezależnie od tego jak bardzo wyrównany poziom reprezentowali, a było naprawdę srogo! Z bólem mniejszym, bądź większym w wyniku obrad zadecydowaliśmy, przechodzą: Markov i człowiek-Eclipse-Phase Fedor. Potem szybkie łapanie kontaktu z mistrzami żeby szykowali kostki i hajda na finały!

Jednak sam finał był już trochę mniej ekscytujący. Ostry maraton, z niewielkimi przerwami odbił się na prowadzących i na graczach również. Niektórzy ostrzy zawodnicy brali udział w sesjach na każdym etapie konkursu, twardziele. Odniosłem wrażenie, że Markov zdziwił się swoją obecnością w finale i trochę spanikował, za to Fedor za to po raz trzeci pokazał niekończący się zasób słów, ale chyba też był zdziwiony swoją obecnością na ostatnim etapie. Mimo wszystko walka trwała długo, gracze wyszli pełni emocji i ostatnie obrady mogły się zacząć. A tam, potężną przewagą głosów wygrał Fedor. Eclipse Phase zatriumfował!

I tak oto oceniłem 26 sesji. Całkiem sporo, można by z tego ukuć srogą kampanię rozłożoną na kilka miesięcy, a tutaj rozegrało się to w trzy dni. Da się? Jasne, że się da, ale na Teutatesa oby kolejne Puchary były na dłuższych konwentach. Bo to, że ja za nimi pojadę to oczywiste. Pełno pozytywnej rpgowej energii, współtworzenie największego Polskiego turnieju mistrzów gry i możliwość współpracy z ludźmi którzy na rpgach zjedli zęby, to wspaniała rzecz. Naładowało mnie to niewyobrażalnie do dalszego rzucania kostkami i opowiadania historii.

Hobbit.

Warsztaty Copernicon 2015 – Graj Postacią !

Druga część podsumowań poCoperniconowych, w której w skrócie dowiecie się o ciekawym sposobie tworzenia postaci. Zaserwujemy Wam kilka naprawdę interesujących BNów do wykorzystania w praktyce na sesji!

W pierwszych słowach muszę podziękować Włodiemu, który zainspirował mnie swoją metodą kreowania postaci niezależnych oraz Torowi za wkład i zaangażowanie ze strony publiki! Dobra robota, Panowie 🙂

Na prelekcji poruszaliśmy kilka kwestii, na które warto zwrócić uwagę podczas tworzenia bohaterów niezależnych.

Pierwsza rzecz – wydaje się prosta i oczywista, choć często się o niej zapomina – to rozglądać się dookoła i chłonąć otoczenie. Ileż fascynujących indywiduów pojawia się co chwilę w parkach, środkach transportu czy osiedlowych sklepach! Przytoczyć tutaj muszę moją niedawną podróż tramwajem na uczelnię, kiedy to w przesuwnych drzwiach stanęła na przeciw mnie kobieta w długim szarym płaszczu, wydawałoby się dziewczyna w moim wieku, i super – ładna, zgrabna, czerwona szminka na ustach, szeroki uśmiech. Tylko, że z ręki zwisała jej długa smycz, na końcu której telepał się pluszowy nieduży piesek… Przyjrzałam się uważnie i dopiero wtedy dostrzegłam albo raczej dowąchałam się, że owa pasażerka chyba wcale nie lubi się z bieżącą wodą i prysznicem. Niezrównoważony, tajemniczy NPC gotowy !
Innym razem, miałam ogromne szczęście spotkać jednego dnia kilka razy tego samego chłopczyka w czapeczce z daszkiem. Nic złego nie robił, tylko ciągle kopał dużą kolorową piłkę, która leniwie toczyła się po zieloniutkiej trawce. Było lato i żar lał się z nieba, a ja stałam w korku w autobusie. W pewnym momencie kierowca kazał nam wysiadać, bo na skrzyżowaniu wykrzaczył się tramwaj. Ot, pech i nieszczęście. Wtedy przyszło mi do głowy, że ten okropny czarnowłosy chłopczyk z kolorową piłką i przekrzywioną czapeczką mógłby doskonale służyć za rodzaj symbolu w przygodzie. Symbolu nadchodzącego nieszczęścia, a mądrzy gracze wychwycą z opisu te istotne smaczki… (Drużyno Zew Cthulhu Warszawa 90te? ;))

Kolejną kwestią są nasi znajomi, przyjaciele i rodzina. Co oni mają wspólnego z tworzeniem scenariuszy? Ano bywają naprawdę niezastąpioną pomocą przy okazji improwizacji NPCtów. Nie bójmy się z nich korzystać – zaczerpnijmy chociaż najmniejsze szczegóły z wyglądu lub charakteru, a już nasi BNi będą różni i będą „jacyś”. Ponadto, jeśli to nasi bliżsi znajomi, to my jako Mistrzowie Gry będziemy z łatwością wiedzieli jak ich zagrać!

Kubuś Hobbit wspomniał tutaj także o korzystaniu z wzorców – nazwijmy to – pop-kulturowych, czyli przedstawiając czy improwizując NPCa powołajmy się w opisie na znanych aktorów, muzyków, celebrytów czy zwyczajnie osoby, których wizerunek i wygląd są znane. To naprawdę wiele ułatwia 🙂

Ostatnią kwestię pozwolę sobie poruszyć w następnej notce, co by ta nie była za długa i nie zniechęcała do czytania 🙂
A na razie podsumuję jednym zdaniem – chłońmy otoczenie, bo to kopalnia inspiracji!

No właśnie… otoczenie… Na koniec podzielę się jeszcze moją ostatnią przygodą – otóż, wracając do domu pod wieczór mokrą od deszczu ulicą spostrzegłam na krawężniku przy ulicy mały dziecięcy bucik pozostawiony sam sobie. Rozwiązany. Właściciela nie ma. Cisza wokół. Od razu nasunęło mi się skojarzenie ze słynną sceną z „Cmętarza Zwierząt” S. Kinga. Kto czytał, ten wie, kto nie czytał, niech przeczyta jeśli ma odwagę. Ja czym prędzej pobiegłam do domu…

bucik

Gościnna Notka – Yugotrip vol. 2 Serbia, Exit, Guča i U Škripcu

Nasz serwis po raz drugi odwiedzi Kasia Gerula ze swoim cyklem muzycznych wycieczek po krajach wschodnich 🙂

Lato. Idealny czas na zabawę muzycznych festiwalach i wędrówek po bałkańskich bezdrożach. Obydwie propozycje można ze sobą połączyć w Serbii. W hipsterskim Nowym Sadzie w dniach 9 – 12 lipca już po raz 15 odbędzie się Festiwal Exit. Prawdziwa uczta muzyki alternatywnej, zarówno gitarowej, jak i elektronicznej. Impreza na twierdzy Petrovardin położonej malowniczo nad wodami Dunaju to świetna okazja, aby posłuchać na żywo takich jak Faithless, Motorhead, Eagles of Death Metal, Manu Chao, Emeli Sande, ale i odkryć mniej znanych europejskich wykonawców oraz gwiazdy rockowej sceny obszaru byłej Jugosławii. W linupie tegorocznej edycji figuruje absolutna legenda sceny punkowej Hladno Pivo, punkrockowi Brkovi wplątujący sporo bałkańskiego folku do swoich kompozycji, pogodna rockowa Vatra, boszniacka Dubioza Kolektiv, która dosyć często odwiedza nasz kraj oraz Gramatik – słoweński lekko swingujący DJ.

Festiwal Trąbki w Gučy to skolei Mekka polskich i europejskich miłośników kultury bałkańskiej, stałych bywalców potupajek w stylu Warsaw Balkan Madness. Od 3 do 9 sierpnia tą małą górską miejscowość ponownie opanuje turbofolk. Dla niewtajemniczonych ludyczny gatunek muzyki popularnej znany w innych bałkańskich krajach pod nazwą „cz alga” czy „laika”, charakteryzuje się dosyć prostą linią melodyczną i niezbyt wysublimowanymi tekstami. Sam festiwal ma również zdecydowanie przaśny charakter. W dzień będzie można poobserwować rywalizację orkiestr cygańskich wędrujących wąskimi uliczkami i wygrywającymi nieustannie Kałasznikowa wśród gawiedzi i stoisk z kiczowatymi pamiątkami czy pleskawicą. W nocy na dużej scenie, postawionej na szkolnym boisku, występują gwiazdy gatunku. Warto się wybrać, w końcu widok orkiestry dętej otaczającej mężczyznę w złotych łańcuchach na szyi i wymachującego plikiem dolarów nie zdarza się co dzień, jednak jeden, dwa dni powinny spokojnie wystarczyć, by rozeznać się w sytuacji.

Po drodze należy konieczne zajrzeć do stolicy. Dzisiejszy Belgrad zostawiam Waszym oczom i uszom. Ja natomiast chciałabym zaproponować muzyczną podróż, nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie do początków lat 80., czasów prosperity Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Jugosławii i sceny New Wave*. Jedną z najjaśniejszych gwiazd jugosławiańskiej nowej fali bez wątpienia stanowił u początku swojej muzycznej drogi belgradzki kolektyw U Škripcu. Zespół utworzyła w 1980 roku trójka szkolnych przyjaciół Zoran „Vule” Vulović, Milan „Delča“ Delčić i Aleksander „Vasa” Vasiljiević wcześniej działający na deskach awangardowych teatrów amatorskich. W pierwszych dwóch latach grupa opierał się na koncepcie Pamflexu – wymyślonej przez Delča fikcyjnej firmy. Stanowił apoteozę reklamy jako najświetniejszej formy sztuki. Wcześniejszy flirt z teatrem dało się wyczuć podczas koncertów, które przyjmowały formę performensów łączących groteskowo-komiczne recytacje i wykonanie utworów – reklam towarów produkowanych przez Pamflex. Wiele uwagi przywiązywano również do scenografii, nie obeszło się bez obecności flag z logiem marki.

W 83 roku zespół odszedł od konceptu Pamflexu. Aranżacje nowego materiału stały się bardziej wysublimowane muzycznie. Elektronikę ujarzmiono, kompozycje pieczołowicie dopracowano. Z albumu „O,je” i epki „Nove Godine” wydanych nakładem Jugotonu pochodzą poniższe utwory, które polecam uwadze mistrzom gry.

 

Beograd spava

Zawieszona kompozycja, wolne tempo, instrumentalnie skromna aranżacja z powtarzalnymi gitarowymi riffami podkręcana przez rozmaite efekty dźwiękowe, zastosowane jednak z rozwagą, wokal ocierający się o recytację mogą stanowić dobrą oprawę nocnej wędrówki po nawiedzonym domu…

Siđi do reke

Przy wykorzystaniu piosenki, oprócz czysto strony muzycznej, można pobawić się z literacką stroną utworu. Tekst choć mimo, bardzo prostej i oszczędnej formy oraz podjęcia tematyki miłosnej nie ociera się wcale o banał. Podmiot liryczny nieco hipnotycznie nawołuje, jakby rzucał urok.(…)Zejdź do rzeki, tego wieczoru ja tam będę, zejdź do rzeki, wszystko wydaje się być piękniejsze we dwoje… Zimno jest gwiazdom, zbyt długo są same, moje ręce szukają ciebie, nocami są głodne… Może właśnie jeden z bohaterów znajdzie się pod czyimś wpływem albo w hipnotycznym transie? Serbski może imitować rodzimy język gracza.

*Jugłowiańska nowa fala uchodzi za unikalny fenomen na europejskiej scenie muzycznej wykorzystujący brytyjskie podwalin i przetwarzające je twórczo na bałkański grunt. Niektórzy badacze muzyki popularnej przypisują mocny oddźwięk New Wavu na tym obszarze specyficznej sytuacji społeczno-polityczno-kulturowej kraju. Jugosławia nieustannie lawirująca między blokiem wschodnim a zachodnim, z jednej strony opierała się na gospodarczych rozwiązaniach państw socjalistycznych, z drugiej posiadała elementy wolnego rynku nieregulowanego przez politykę władz, ani federacji, ani poszczególnych republik. Rynek muzyczny działał dosyć mocno, legendarna wytwórnia Jugoton wydawała płyty rodzimych wykonawców, ale również gwiazd zachodnich (ja sama jestem dumną posiadaczką 4-płytowego albumu Elvisa Presleya sa fotografijama). Wszystkie większe zjawiska w muzyce popularnej bez żadnych przeszkód ze strony cenzury trafiały na teren Jugosławii. Często podkreśla się rolę różnych odłamów muzyki rockowej jako spoiwa w latach 70. i początku lat 80. łączącego narody i etnie tego multietnicznego państwa.

W Polsce popularyzatorem jugosłowiańskiej nowej fali był Grzegorz Brzozowicz, dziennikarz muzyczny współpracując z Machiną i Trzecim Programem Polskiego Radia. To właśnie on stał się pomysłodawcą projektu Yugoton. Album składający się z coverów jugosławiańskich nowofalowych piosenek stał się prawdziwym hitem i zaczęły żyć w polskiej muzyce i kulturze własnym życiem. Mało kto dziś np. zdaje sobie sprawę, że Malcziki śpiewane przez Kazika, w oryginale zaczynają się od słów Plamene zore bude se iz sna