Gościnna Notka – Yugotrip vol. 2 Serbia, Exit, Guča i U Škripcu

Nasz serwis po raz drugi odwiedzi Kasia Gerula ze swoim cyklem muzycznych wycieczek po krajach wschodnich 🙂

Lato. Idealny czas na zabawę muzycznych festiwalach i wędrówek po bałkańskich bezdrożach. Obydwie propozycje można ze sobą połączyć w Serbii. W hipsterskim Nowym Sadzie w dniach 9 – 12 lipca już po raz 15 odbędzie się Festiwal Exit. Prawdziwa uczta muzyki alternatywnej, zarówno gitarowej, jak i elektronicznej. Impreza na twierdzy Petrovardin położonej malowniczo nad wodami Dunaju to świetna okazja, aby posłuchać na żywo takich jak Faithless, Motorhead, Eagles of Death Metal, Manu Chao, Emeli Sande, ale i odkryć mniej znanych europejskich wykonawców oraz gwiazdy rockowej sceny obszaru byłej Jugosławii. W linupie tegorocznej edycji figuruje absolutna legenda sceny punkowej Hladno Pivo, punkrockowi Brkovi wplątujący sporo bałkańskiego folku do swoich kompozycji, pogodna rockowa Vatra, boszniacka Dubioza Kolektiv, która dosyć często odwiedza nasz kraj oraz Gramatik – słoweński lekko swingujący DJ.

Festiwal Trąbki w Gučy to skolei Mekka polskich i europejskich miłośników kultury bałkańskiej, stałych bywalców potupajek w stylu Warsaw Balkan Madness. Od 3 do 9 sierpnia tą małą górską miejscowość ponownie opanuje turbofolk. Dla niewtajemniczonych ludyczny gatunek muzyki popularnej znany w innych bałkańskich krajach pod nazwą „cz alga” czy „laika”, charakteryzuje się dosyć prostą linią melodyczną i niezbyt wysublimowanymi tekstami. Sam festiwal ma również zdecydowanie przaśny charakter. W dzień będzie można poobserwować rywalizację orkiestr cygańskich wędrujących wąskimi uliczkami i wygrywającymi nieustannie Kałasznikowa wśród gawiedzi i stoisk z kiczowatymi pamiątkami czy pleskawicą. W nocy na dużej scenie, postawionej na szkolnym boisku, występują gwiazdy gatunku. Warto się wybrać, w końcu widok orkiestry dętej otaczającej mężczyznę w złotych łańcuchach na szyi i wymachującego plikiem dolarów nie zdarza się co dzień, jednak jeden, dwa dni powinny spokojnie wystarczyć, by rozeznać się w sytuacji.

Po drodze należy konieczne zajrzeć do stolicy. Dzisiejszy Belgrad zostawiam Waszym oczom i uszom. Ja natomiast chciałabym zaproponować muzyczną podróż, nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie do początków lat 80., czasów prosperity Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Jugosławii i sceny New Wave*. Jedną z najjaśniejszych gwiazd jugosławiańskiej nowej fali bez wątpienia stanowił u początku swojej muzycznej drogi belgradzki kolektyw U Škripcu. Zespół utworzyła w 1980 roku trójka szkolnych przyjaciół Zoran „Vule” Vulović, Milan „Delča“ Delčić i Aleksander „Vasa” Vasiljiević wcześniej działający na deskach awangardowych teatrów amatorskich. W pierwszych dwóch latach grupa opierał się na koncepcie Pamflexu – wymyślonej przez Delča fikcyjnej firmy. Stanowił apoteozę reklamy jako najświetniejszej formy sztuki. Wcześniejszy flirt z teatrem dało się wyczuć podczas koncertów, które przyjmowały formę performensów łączących groteskowo-komiczne recytacje i wykonanie utworów – reklam towarów produkowanych przez Pamflex. Wiele uwagi przywiązywano również do scenografii, nie obeszło się bez obecności flag z logiem marki.

W 83 roku zespół odszedł od konceptu Pamflexu. Aranżacje nowego materiału stały się bardziej wysublimowane muzycznie. Elektronikę ujarzmiono, kompozycje pieczołowicie dopracowano. Z albumu „O,je” i epki „Nove Godine” wydanych nakładem Jugotonu pochodzą poniższe utwory, które polecam uwadze mistrzom gry.

 

Beograd spava

Zawieszona kompozycja, wolne tempo, instrumentalnie skromna aranżacja z powtarzalnymi gitarowymi riffami podkręcana przez rozmaite efekty dźwiękowe, zastosowane jednak z rozwagą, wokal ocierający się o recytację mogą stanowić dobrą oprawę nocnej wędrówki po nawiedzonym domu…

Siđi do reke

Przy wykorzystaniu piosenki, oprócz czysto strony muzycznej, można pobawić się z literacką stroną utworu. Tekst choć mimo, bardzo prostej i oszczędnej formy oraz podjęcia tematyki miłosnej nie ociera się wcale o banał. Podmiot liryczny nieco hipnotycznie nawołuje, jakby rzucał urok.(…)Zejdź do rzeki, tego wieczoru ja tam będę, zejdź do rzeki, wszystko wydaje się być piękniejsze we dwoje… Zimno jest gwiazdom, zbyt długo są same, moje ręce szukają ciebie, nocami są głodne… Może właśnie jeden z bohaterów znajdzie się pod czyimś wpływem albo w hipnotycznym transie? Serbski może imitować rodzimy język gracza.

*Jugłowiańska nowa fala uchodzi za unikalny fenomen na europejskiej scenie muzycznej wykorzystujący brytyjskie podwalin i przetwarzające je twórczo na bałkański grunt. Niektórzy badacze muzyki popularnej przypisują mocny oddźwięk New Wavu na tym obszarze specyficznej sytuacji społeczno-polityczno-kulturowej kraju. Jugosławia nieustannie lawirująca między blokiem wschodnim a zachodnim, z jednej strony opierała się na gospodarczych rozwiązaniach państw socjalistycznych, z drugiej posiadała elementy wolnego rynku nieregulowanego przez politykę władz, ani federacji, ani poszczególnych republik. Rynek muzyczny działał dosyć mocno, legendarna wytwórnia Jugoton wydawała płyty rodzimych wykonawców, ale również gwiazd zachodnich (ja sama jestem dumną posiadaczką 4-płytowego albumu Elvisa Presleya sa fotografijama). Wszystkie większe zjawiska w muzyce popularnej bez żadnych przeszkód ze strony cenzury trafiały na teren Jugosławii. Często podkreśla się rolę różnych odłamów muzyki rockowej jako spoiwa w latach 70. i początku lat 80. łączącego narody i etnie tego multietnicznego państwa.

W Polsce popularyzatorem jugosłowiańskiej nowej fali był Grzegorz Brzozowicz, dziennikarz muzyczny współpracując z Machiną i Trzecim Programem Polskiego Radia. To właśnie on stał się pomysłodawcą projektu Yugoton. Album składający się z coverów jugosławiańskich nowofalowych piosenek stał się prawdziwym hitem i zaczęły żyć w polskiej muzyce i kulturze własnym życiem. Mało kto dziś np. zdaje sobie sprawę, że Malcziki śpiewane przez Kazika, w oryginale zaczynają się od słów Plamene zore bude se iz sna

Polecanka pod sesje… #Cyberpunk

Po świecie mroku czas powrócić do cyberpunkowych klimatów i podumać nad sesjami w settingach futurystycznych.

A skoro cyberpunki, to musi być Juno Reactor w tle!

Juno Reactor, czyli brytyjska grupa założona w roku 1990. W ich dorobku znajdują się przede wszystkim albumy z muzyką elektroniczną, psychodelic oraz goa trance połączone z muzyką etniczną.
Warto także zaznaczyć, że zespół tworzył soundtracki do takich filmów jak: Matrix Reaktywacja, Matrix Rewolucje, Mortal Kombat czy Pewnego Razu w Meksyku: Desperado 2.

Tempest, z albumu The Golden Sun of the Great East

Mona Lisa Overdrive z albumu Labirynth (ścieżka z filmu “Matrix Reloaded”, nawiązująca do powieści Williama Gibsona o tym samym tytule).

Acid Moon, z albumu Shango

Mars z albumu Beyond the Infinite
Samurai, z albumu Beyond the Infinite
Oprócz powyższych przykładów warto przekopać się przez całą dyskografię, w każdej płycie znajdziecie gro inspiracji. Na uwagę zasługują także klipy oraz niezawodne okładki płyt – miodzio!
Dobrego odbioru!