Wpisy

Bye Bye Pete

Jak wszyscy wiecie zmarł wybitny Pete Postlethwaite. Świetny aktor dalszoplanowy, którego nazwiska większość was nie znała do wtorku, choć rozpoznawaliście go na pierwszy rzut oka. Nie będę się zachwycał jego aktorstwem opowiadał, że jako jedyny na planie Romea i Julii zasuwał pentagramem jamnicznym, możecie o tym poczytać dookoła. Zamiast tego kilka polecanek z „jego” filmów.

Stephen Parsons & Francis Haines – Split Second Theme
Uwielbiam ten ociekający klimatem kawałek. Może to mieć związek z moją wielką miłością dla „W mgnieniu oka”. Świetnie wpasowuje się do opisu przyszłościowej metropolii, przykrytej smogiem, ale rozświetlonej neonami, wysokich wieżowców i helikopterów latających między nimi, rzucających snopy światła na ulice.

Hans Zimmer – Mombasa
Jeszcze nie miałem okazji wykorzystać tego kawałka na sesji, ale jestem przekonany, że spisze się wyśmienicie. Świetnie trzyma tempo, do tego ma te świetnie wpisujące się w klimat Incepcji „przeciągnięcia” („jęknięcia” czy jak to cholerstwo nazwać), pojawiające się m.in po 2:40.

Elliot Goldenthal – Agnus Dei
Pierwotnie miałem napisać całą notkę o muzyce z Aliena 3, ale boję się, że tekst byłby nieprzydatny, bo to OST świetny, ale zwyczajnie trudny w obsłudze. Dlatego podsuwam tylko jeden kawałek. Precyzyjniej – jego wycięty fragment, który w Ultima Thule posłużył mi do opisu bestii, na którą natrafiła wyprawa. W scenie tej grupa naukowców (w tym gracze) biegną do jednego z pomieszczeń, wiedzeni wołaniem o pomoc, pierwsi zatrzymują się w drzwiach, zszokowani widokiem, z tyłu kolejni wpadają na nich, w atmosferze paniki większość widzi jak monstrum kończy pożerać jednego nieszczęśnika i spokojnie, nie zważając na zamarłych w bezruchu ludzi wychodzi przez szerokie wrota po drugiej stronie.

Świątecznie i okazjonalnie


Święta, rocznice, festiwale i różne obchody to świetna metoda by nadać życia przedstawionemu światu. Czasem w kampanii można ulec wrażeniu, że zmienia się jedynie okolica, a świat jest jakby zamrożony i czeka jedynie w skupieniu na działania graczy. Wprowadzenie balangi nie związanej z graczami może nadać kolorów settingowi. To nie musi być rocznica koronacji króla, dzień niepodległości czy festiwal noworoczny. To może być ślub lokalnej sławy, lub czyjkolwiek jeśli gramy w małowioskowe fantasy.
Johann Pachelbel – Canon In D Jest jeszcze jedna funkcja. Fajne okoliczności, tak samo jak fajne otoczenie tworzą doskonałe warunki do odgrzewania starych kotletów. Przygoda z włamaniem do sejfu dyrektora jakiejś firmy? OK potwórzmy ją. Ale tym razem zamiast dokumentów będzie chodzić o słynny diament, zamiast zwykłego biurowca wstawimy Empire State Building, zamiast obchodzenia stróża nocnego, serwujemy ceremonię oddania budynku. Orkiestra gra klasykę, suknie wieczorowe, towarzysząca imprezie wystawa drogocennych kamieni…
Por una Cabeza – Carlos Gardel Znów trzeba przemknąć, pogadać, zbajerować a pod koniec kliknąć na quest item, ale jest tak jakoś inaczej. Jest klimacik, dodatkowe atrakcje. Ponadto mamy tu ciekawy zabieg muzyczny. Zamiast muzyki do „się skradania” leci klasyka, możemy nie opisywać, że piętro niżej (tudzież na drugim końcu korytarza) ludzie wciąż się bawią, muzyka sama przypomina graczom o tym w jakich okolicznościach rozgrywa się ich akcja.
When The Saints Go Marching In – Louis Armstrong Warto mieć odpowiedni kawałek na moment, gdy zegar wybije północ. Życzymy wielu (ale nie zbyt wielu) muzycznych (ale nie zbyt muzycznych), ale przede wszystkim udanych sesji w przyszłym roku!

Niedzielna polecanka #17

To trochę smutne, że swoje święta kończę wrzucając notkę na bloga. Spróbuję jednak jeszcze przez chwilę nie myśleć o tym czasie jako o Saturnaliach, lecz w kontekście chrześcijańskim. Stąd też muzyczno-chrześcijański podarunek.

Wpierw – Lisa Gerrard.

Być może kojarzycie takie piękne słówko jak “maranatha“, co ponoć znaczyć może – zależnie od tego, gdzie umieścimy odstęp, którego oczywiście rękopisy starożytne nie posiadają – “Pan przyjdzie”, “Pan przyszedł”, “Pan przychodzi” i “niech Pan przyjdzie”.

Nic nie wiem na temat podejścia Lisy do religii, jednak w duecie z Patrickiem Cassidym (tak, wiem: “who the hell is Patrick Cassidy?”) przydarzył im się utwór z typowym dla Lisy tekstem w postaci zawodzenia. Wynik ich współpracy jest oszałamiający:

Przykładowe sceny: trans, medytacja, modlitwa, śmierć, oniria, nadejście anioła.

A skoro już jesteśmy w temacie powtórnego przyjścia. Nie lubię kolęd, nie lubię muzyki świątecznej. Do nielicznych wyjątków należy album Enya'i “And Winter Came”. Tam również pada prośba o przybycie Pana:

(Zwłaszcza od 0:45 do 0:50. Tak, ja właśnie dla kilku sekund potrafię słuchać jakiegoś utworu.)

Jeżeli z niezrozumiałego dla mnie powodu postanowicie urządzić w ramach sesji takie dni jak Wigilia Bożego Narodzenia, ten krążek może okazać się wcale niezłą alternatywą dla Cichej Nocy.

Swoją drogą, na początku tygodnia miałem sen, jakoby Trzecia Wojna nastała właśnie dwudziestego czwartego grudnia. Czyż to nie interesujący, dramatyczny i przygnębiający motyw? W sam raz do wykorzystania u zenitu wojennej kampanii.

—-

W przyszłym tygodniu w niedzielę zapewne będę na Khakonie. Spodziewajcie się, że na notkę mogę nie mieć czasu.

Niedzielna polecanka #19

(Awaria dysku twardego.
Aktualizacja robiona z tego, co akurat znalazłem na zapasowym sprzęcie.)

Dziwaczna nazwa zespołu, trudny do określenia styl. Większość ich twórczości uważam za nużącą i niewartą uwagi, niemniej to, co załączam, stanowi niemal dwadzieścia minut muzyki tła.

Atmosfera melancholijna, minimalizm połączony z grozą. Po jednym przesłuchaniu ma się właściwie cały obraz ich potencjału, toteż bez szczególnego wysiłku wiemy, czy warto to zachować, czy też odrzucić w pieruny.

I na 100% puściłbym te kawałki przy kiczowatej, sztampowej sesji z mhrocznymi wąpierzami.

Bring Sally Up!

Fajną rzeczą w rzadkim prowadzeniu jest nie tylko długi czas na przygotowanie sesji. To również możliwość powtarzania tego samego myku w otwierającej scenie, bez ryzyka nudy. Zamiast tego nadaje on uczucie ciągłości kampanii. W tej notce kontynuuję namawianie Umbry do muzyki z wokalami. Do tego delikatnie pojawia się tu kwestia, do której chciałbym wracać jak najczęściej – czyli muzyka, która nie tylko towarzyszy opisowi MG, ale i gracze mogą z niej „skorzystać”.
Moby – Flower
Zupełne ciemności przerywa rozbłysk świetlówki, miga kilkukrotnie i wreszcie zaczyna świecić ciągłym światłem. Niemal natychmiast dołączają kolejne – jest ich aż kilka rzędów pod sufitem, zalewają jasnością wielki hangar. Znajdujemy się przy metalowej podłodze. W kadrze pojawia się sękata, noga o wielu stawach w błotnych barwach, dołącza do niej kolejna, jedna za drugą, razem z nimi pojawia się opancerzony korpus, do którego przylegają przezroczyste skrzydła, ruchliwe czułki badają podłoże. Nagle ciężki wojskowy bucior rozdeptuje robaczka z słyszalnym mlaśnięciem, kamera rusza do góry… [zwrot do jednego z graczy] Opisz swoją postać…
To nie zawsze hangar, nie zawsze zaczyna się od rozdeptanego robala. Ale niemal zawsze zaczyna się od „Flower”. Czasem jest jakieś intro, zanim pojawi się drużyna. Potem ruszam z Moby'm i wskazuję kolejnych graczy by opisali swoich bohaterów.
Elbow – Grounds For Divorce
To może być przelot przez statek, którym gracze bujają się pomiędzy planetami, ich garaż, który naturalnie stał się ich bazą wypadową gdzie spotykają się regularnie. Wreszcie taki kawałek w ogóle może być nie związany z jakimś miejscem. To po prostu „main theme” drużyny. Zagra kiedy trafią na miejsce zbrodni, które jest punktem wyjścia dla przygody, oraz gdy mogą się zaprezentować schodząc po trapie na powierzchnię planety, gdzie rozegra się kolejna historyjka. Kiedyś wstrzymałem ten opis aż do połowy sesji, kiedy to chłopaki dostali się do militarnej części bazy – korytarz w którym lampka przy drzwiach zmienia barwę z czerwonej na zieloną, rozsuwa się ciężka gródź i triumfalnym krokiem wkraczają do środka.

Vanessa Mae – Contradanza
A to trochę inna para kaloszy. Utwór ten wykorzystałem tylko raz, ale w dość podobnym stylu. Początek rozgrywającej się na biegunie południowym przygody Ultima Thule. Opis rozpoczyna rozległa biel czapy lodowej, którą zakłóca jedna czarna nitka. Gdy się zbliżamy, nabiera ona kształtów i okazuje się grupką polarników maszerujących jeden za drugim. Teraz wyglądają jednakowo, ale niecałe dwa tygodnie temu… I w tym miejscu każdy z graczy może opisać swoją postać w krótkim flashbacku, zanim znalazł się na lodowej pustyni – jeden na ściance wspinaczkowej, inny w laboratorium, kolejny kończący swoją służbę na lotniskowcu…

Niedzielna polecanka #18

Zespół, który szczególnie chciałbym poznać, lecz ostatnio brakuje mi na to czasu, jest raczej rzadko odsłuchiwany. Jak podaje LastFM, Skalpel bardziej popularny był za granicą, niż w Polsce, co przy fakcie, że nad Wisłą jazz nie cieszy się popularnością (sam go nie rozumiem) nie zaskakuje.

Sam sobie wyznaczam zadanie – zapoznać się z większą ilością twórczości wrocławskich muzyków i przeprowadzić z jej pomocą sesję. Powód: tego typu muzyka posiada ogromny potencjał jako muzyka przygody, także jako groteskowe tło. Na dwóch poniższych kawałkach spędziłem kilka godzin przy Diablo 1 (wiem, wiem, to nie cRPG) i zaowocowało to ogromną zmianą nastroju – może nie na lepsze, lecz na pewno na coś nowego, odświeżającego.

Jak myślicie – bylibyście w stanie poprowadzić przy czymś takim Wolsunga albo dungeon crawling?

/

Ja spróbuję.

Niedzielna polecanka #17; Podsumowanie listopada


Borejko poinformował na Bagnie, że Zbigniew Szatkowski nagrał płytę – do pobrania za darmo! – mającą podkreślać nastrój zawarty w cyklu „Gamedec” Marcina Przybyłka. Ani cykl, ani nazwiska nic mi nie mówią, stąd na temat adekwatności efektów tej próby do założeń nie jestem w stanie skomentować.

Album ściągnąłem, odsłuchałem z dwa razy i stwierdziłem, że jest to nudne i niewarte uwagi.

Przypadkiem jednak włączyłem ten sam album wczoraj po zmierzchu (nie, nie po Zmierzchu) i uświadomiłem sobie, że jest to nie tylko dobry, dopracowany i spójny zbiór (niespełna półgodzinny), ale też ma potencjał na doskonały dodatek do sesji toczących się w świecie grozy lub klimatach postapo. Jak dla mnie – pod względem jakości stoi pomiędzy soundtrackiem do Robotici i Technology of Silence. Zarówno niezła muzyka, jak i dobry rekwizyt.

Wreszcie można wymienić OST z Falloutów na coś innego, a nawet lepszego. : )

Linków do Wrzuty nie będzie, gdyż notkę przygotowuję na komputerze, na którym nawet zebranie linków do „podsumowania” zajęło mi pół godziny.

Odnośnie podsumowania:
Dziękuję Cravenowi za wrzucenie notki wypełniającej niedzielną lukę, którą pozostawiłem;
jednocześnie mu gratuluję, gdyż, jak się okazuje, w najnowszym zbiorze felietonów RPGowych wydawanych przez Portal, „Graj Trikiem”, tyczący się, a jakże, muzyki na sesji;
zaś powodzenia życzę Abbadonowi, który zgodził się dołączyć do grona szaleńców wrzucających do sieci polecanki muzyczne do zastosowania podczas sesji. Dzięki!

Niech będzie Wiadome, że rozpoczęliśmy tzw. Koncert Życzeń – mogliście już zorientować się, że czekamy na wasze prośby i propozycje odnośnie tematów/albumów, o których chcielibyście poczytać. Czekamy!

Jeżeli zaś chcielibyście podesłać jakiś tekst gościnnie lub jeszcze dołączyć do grona autorów (mamy wolne wtorki, czwartki, soboty i co drugi piątek ; )), serdecznie zapraszam.

W minionym miesiącu, z mojej strony wyraźnie skupionym na folku, ukazały się:

Zarysy twórczości:
Tenhi: http://rpgmuzyka.blogspot.com/2010/11/ludowo-ale-nie-ludycznie.html
Garmarna: http://rpgmuzyka.blogspot.com/2010/11/minizarys-garmarna.html
Clannad: http://rpgmuzyka.blogspot.com/2010/11/panta-rhei-czyli-clannad.html

Teoria:
O folku ogólnie: http://rpgmuzyka.blogspot.com/2010/11/folk.html
O irlandzkim, stereotypowym folku: http://rpgmuzyka.blogspot.com/2010/11/irlandzki-folk-czyli-najpopularniejszy.html

Recenzje:
Akira soundtrack: http://rpgmuzyka.blogspot.com/2010/11/tetsuoooooo-kanedaaaaaa-czyli-wiatr-nad.html

Polecanki:
Cravena:
http://rpgmuzyka.blogspot.com/2010/11/gospelowa-klamra.html
http://rpgmuzyka.blogspot.com/2010/11/porabana-neuroshima.html
Abbadona:
http://rpgmuzyka.blogspot.com/2010/11/quo-vadis-fantasto.html
Moje:
http://rpgmuzyka.blogspot.com/2010/11/niedzielna-polecanka-15.html
http://rpgmuzyka.blogspot.com/2010/11/niedzielna-polecanka-16.html

Mrok i pesymizm


Miał być koncert życzeń (GSy + wikingowie) ale się nie wyrobiłem. Będzie za tydzień, a dziś notka z szuflady:Trzy kawałki, zupełnie różne, ale wszystkie ociekają ciężkim klimatem. Do wyboru do koloru.
Jam & Spoon – Castaneda Future Illuminations
Szczur grasujący na opuszczonym, rozpadającym się blokowisku, zbliżający się do kubłów w których bezdomni palą śmieci. Powolny przelot nad dżunglą w której znajduje się antyczne miasto z zigguratem, w którym ktoś szykuje się do straszliwego rytuału. Flota dziwacznych statków nieznanej cywilizacji, sunących na tle kolorowej mgławicy… Powoli, groźnie i posępnie.

Michael Andrews – Manipulated Living
Opuszczone zasieki, pole minowe, wraki czołgów i transporterów i samochód, który nocą przemierza ten wyludniony krajobraz. Lub coś zupełnie innego, istotne jest, że przy tym kawałku mamy wyraźniejszy rytm, który moim zdaniem narzuca zdecydowanie jakąś dynamikę poza samym opisem. To może być również opis alchemika, czy szaleńca pokroju dr Frankensteina, który wśród kamiennych ścian i pordzewiałej aparatury dokonuje jakiegoś potwornego eksperymentu.

Dead Space – Twinkle, Twinkle
Nie wiem co tu zasugerować. Ten kawałek zamiata tak bardzo, że niemal gwarantuje ciary. Ale poszarpany wrak stacji kosmicznej albo jakiegoś krążownika, milcząco zawieszony w pustce kosmosu powinien nieźle się komponować.

Niedzielna polecanka #16

Uświadomiłem sobie, że po dwóch notkach na temat irlandzkiego folku (i późniejszej odpowiedzi Ezechiela) trudno mi wymyślić coś nowego, zwłaszcza odnośnie zespołu tak mało oryginalnego jak Beltaine.

(Tu mogą spaść na mnie gromy – słyszałem i czytałem, że niezwykłość tego zespołu tkwi, tutaj cytat:
“BELTAINE to jeden z najciekawszych zespołów polskiej sceny folkowej. Swoje niepowtarzalne brzmienie BELTAINE osiągnął dzięki szczególnej umiejętności łączenia tradycyjnej muzyki celtyckiej z muzyką współczesną”.
No wow po prostu, prawdziwe pionierstwo. Zwłaszcza czytelnicy tego bloga nigdy się z tym nie spotkali.)

Ta polska grupa mówiąca prosto w profil, że zagraniczny folk jest ciekawszy (z czym bym się zresztą zgodził) wydała dotychczas trzy albumy, z czego pierwszy jest “bardziej tradycyjny”, drugi “bardziej elektroniczny” a trzeci “bardziej do dupy”, z czego sumując co lepsze kawałki z albumów pierwszego i drugiego otrzymujemy koło godziny wcale niezłej muzyki.

Album trzeci skomentujmy tragicznością tego teledysku do utworu, który na żywo brzmi trzykrotnie lepiej:

Reszta jest mruczeniem.

Niestety, tego, co pozostało, nie wykorzystamy jej do scen walki czy akcji, właściwie trudno ją wykorzystać do czegokolwiek, jak tylko scen sielankowych, a przy tym bardzo dynamicznych, lub melancholijnych, a i to z założeniem tkwiącej gdzieś w cieniu nadziei i radości. Tak. Ewentualnym urozmaiceniem może być wsadzenie niektórych utworów do dosyć radosnych scen akcji, jak bieg przez miasto w ucieczce przed rozzłoszczonym karczmarzem.

Innymi słowy – osoby zachęcone do wykorzystania Clannadu do stworzenia składanki “sielanka fantasy”, tu znajdą urozmaicenie w postaci utworów bardziej dynamicznych, obdarzonych większą ilością instrumentów i – często – męskim wokalem. Co też ciekawe, czasem da się natknąć na brzmienia brzmiące wręcz persko-indyjsko, ale nas, osoby znające “Druidów” Petera B. Ellisa, to nie dziwi.

Dance Around – wersja skrócona, lepsza:

Dance Around – wersja pełna:

Smętna ballada #1:

Smętna ballada #2:

Next damn smęt:

Porąbana Neuroshima

Aureus nie wrzucił notki przy niedzieli, dlatego w zastępstwie, żebyście nie tracili wiary w regularne aktualizacje bloga wrzucam swoją polecankę. Kusi mnie wklejenie samego kawałka i pozostawienie go Waszej wyobraźni, ale chyba tak nie wypada. Byłoby, że „wybrakowana notka”…
Martin Martini and Bone Palace Orchestra – Party ‘Till The Petrol Runs Out
Jak dla mnie to wymarzony kawałek na jakąś scenę czystego, postapokaliptycznego, nuklearnego absurdu. Bez dosłownego czerpania z piosenki, pasuje mi tu pochód ludzi przez jedną z amerykańskich międzystanówek – banda objuczonych obdartusów, a na ich czele popapraniec, wyglądający na jakiegoś kapłana czy kaznodzieję – typ w jakiś łachmanach z kosturem i głową na której tylko gdzieniegdzie rosną kępki włosów. Pielgrzymka Radyja z piekła. Ale to tylko moja pierwsza myśl. Myślę, że doskonale może pasować do bandy mutantów imprezujących przy ognisku, osiem kilometrów od zasnuwającej horyzont kłębami dymu ściany Molocha.

A w sumie jak już tak krótka polecanka to chyba najwyższa pora na ogłoszenie koncertu życzeń: zachęcam wszystkich do podrzucania tematów, motywów czy zgłaszania zapotrzebowania na sesyjną muzykę i triki. W miarę możliwości i tego jak mi się spodobają, będę starał się wyszukiwać i polecać kawałki, dla scen, postaci, graczy – czy czegokolwiek co Wam chodzi po głowie.