RPGowy Alfabet Muzyczny – Notka Specjalna – L…

W luty wchodzimy ze specjalną notką gościnną autorstwa Bartłomieja „Barta” Fabiszewskiego, związanego z grupą Lans Macabre. Szykujcie się na historię pełną tajemnicy i nostalgii !

Amon Tobin, Lost and Found


[brzęknięcia strun, poszarpane dźwięki]
Wiatr bawi się wyschłymi źdźbłami wysokich traw. Ukraiński
bezbrzeżny step po horyzont, październik w kolorach szarości, żółcieni i rdzy.
Dwie konne sylwetki suną przez ten bezmiar pod szarym niebem
.
[kawałek łapie oddech na dziwnym pulsującym basie]
Uderzenie wiatru, trawy
kładą się, przez Dzikie Pola przetacza się fala. Chmury pojawiają się znikąd na
Wschodzie, kłębią się nienaturalnie, zapowiadając burzę, w powietrzu czuć
igiełki elektryczności, jakieś napięcie…
[suche uderzenie beatu]
I uderza suchy grom.
Błyskawica przecina niebo wskazując czarny zarys kamiennej budowli wśród traw.
Tam właśnie podążają jeźdźcy, smagani podmuchami burzy bez deszczu. To łowcy
diabłów. Samuel Rohatyński, o oczach starych jak na swój wiek, z czarnym wąsem,
giętki w siodle, z czarną husarską szablą u boku. I ksiądz Tomasz Chmielnicki,
brodaty, zgarbiony jak gawron z różańcem w dłoni trzymającej cugle. Jadą po
pannę Mariannę Łabędzką, młodą diablicę, czarującą oczami błękitnymi jak lodowe
piekło Dantego
. [tu już wybrzmiewa dziwny kobiecy wokal]. Jest tu – zagnana na
koniec świata. Pozostawiła swojego konia przy rozwalonej kaplicy zanurzonej w
morzu traw. Czeka w środku na sprawiedliwość, na śmierć. A nad kaplicą kłębią
się burzowe chmury i smagają ziemię błyskawicami, kiedy dwóch mężczyzn zsiada z
koni.
[beat się wycisza, muzyka,
kłębi się w serpentynach, faluje jak wiatr, który przyniesie to, co musi
nastąpić]
Rozbłyski piorunów
wypełniają wnętrze kaplicy kalejdoskopem kolorów z popękanego witraża. Anioły
nie mają głów. Dziewczyna jest tutaj, bezbronnie szukając oparcia w kamiennej
ścianie. Wiatr porywa jej płowe włosy. Łopoce czerwoną suknią wystającą spod
kontuszyka. Błękitne oczy w delikatnej twarzyczce patrzą z powagą i strachem,
szklą się od łez.
[beat wraca]
Pada strzał. Suche trzaski
piorunów. Ksiadz Chmielnicki zatacza się i opiera o ołtarz. Paciorki różańca we
krwi grzechoczą wśród kamieni, wśród traw. Rohatyński odrzuca pistolet,
przewraca księdza twarzą do siebie. Na ostrzu szabli tańczą kolorowe anioły bez
głów. Sztych w serce odbiera księdzu tchnienie, pozostawia go ze spojrzeniem
pełnym pytań. Brodata twarz zamienia się w maskę.
 Dziewczyna nieśmiało, drżąc podchodzi do
szlachcica. Ich zimne palce spotykają się, wiążą ze sobą. Mężczyzna przytula ją
mocno. Całuje słone łzy na jej twarzy. Całuje ją w usta, głęboko, bez pamięci,
czując, że roztapia się znika. Jest wiatrem, który uderza w źdźbła traw. Jest
stracony.
[wyciszenie]
Panna Łabędzka kładzie
dłoń na policzku Pana Samuela, który zaciska powieki z bólu, jakby ktoś wyrywał
mu serce. Dotyk działa jak balsam, jest ukojeniem, a kiedy Rohatyński podnosi
spojrzenie, w ufnych, błękitnych oczach dziewczyny widzi niebo pełne miłości.
[całkowite wyciszenie]
I jest cisza, chmury rozpierzchły
się. Pozostała kaplica i step. I dziewczyna, która zwinnie dosiada konia i
czeka. A Rohatyński zostaje jeszcze chwilę u wejścia i widzi jak w mgnieniu oka
mrówki i szczypawki, wije i inne robactwo pożera ciało księdza Chmielnickiego,
kłębiąc się w krwawych strzępach, wyłażąc z wyjedzonych oczodołów,
pozostawiając w kontuszu golutkie kości. Ale to już nie ma znaczenia.
Rohatyński dosiada konia i dwie postaci odjeżdżają w step, dalej i dalej.
[powrót rozedrganej gitary,
zakończenie]

Świeca drży z niepokojem, kiedy pijany, zniszczony
życiem Rohatyński kończy swoją historię. 2 wiosny z Panną Łabędzką żyli jak w
niebie, a potem ona odeszła, zniknęła, bez listu bez pożegnania, zostawiając go
na 7 długich lat. Ale dwa miesiące temu zobaczył ją w Tarnowie – i dlatego
jesteście tu, żeby schwytać tę diablicę i zwrócić mu jego nieszczęsną duszę. 

Trzynasta Notka Gościnna – New World of Darkness Song Challenge

Day 12. Shadow Realm theme song

Przy całym Wilkołaku polecam indiańską muzykę. Nie ma bardziej wpasowaną w ten system, targi z totemem, wykuwanie fetyszy czy podróże po Królestwach Cieni. Swego czasu, gdy rodzice wrócili z kolejnej wyprawy w świat przywieźli płytę z peruwiańską muzyką – porwałem w te pędy i zgrałem utwory, niedługo miałem sesję: )

To jeden utwór z niej. Tito la Rosa ma świetny klimat – moc inspiracji gwarantowana.

“1029 Icaro”, Tito la Rosa, The invocation

Nim będziecie dobierać muzykę pod Królestwa Cieni, przeczytajcie rozdział poświecony im w podręczniku. Zwróćcie uwagę na pojawiające się motywy i to co mają te Cienie odbijać z zaistniałej rzeczywistości – wtedy wiele łatwiej będzie Wam dobrać utwór. Gdy będziecie słuchać melodii wsłuchajcie się w nią i zastanówcie czy odzwierciedla Waszą wizję.Jeżęli tak – jesteście w domu.

RPGowy Alfabet Muzyczny – K…

Marco Beltrami, Carrie. Kill’em All.
Mgliste, blade światło pochodni ledwie rozjaśniało kamienną ścianę ciasnego korytarza. Z sufitu spadały ogromne krople wody. Pędem zza zakrętu wypadła kobieca postać, która co sił w nogach biegła w dół schodów. Jej delikatne maleńkie stopy potykały się o wystające zimne kamienie. Rękami odpychała się od nierównych, chropowatych ścian, tak jakby chciała wznieść się do lotu i nabrać rozpędu, wyrwać się z tej kamiennej klatki. Gotycka wieża zdawała się pułapką bez wyjścia, a schodów wciąż nie było widać końca. Z każdym krokiem długi labirynt ujawniał jeszcze więcej zakamarków. 

Niewyraźny czarno-biały obraz co chwilę podskakiwał, przerywał, zupełnie rozmazując zarysy postaci.

Mglista łuna pochodni, jedyne źródło światła coraz szybciej zbliżało się do przerażonej dziewczyny, a trzymający je w ręku postawny mężczyzna w czarnym płaszczu niczym wygłodniały wilk podążał w dół za swoją ofiarą. Jak kot i mysz.

Biała postać długowłosej młodej dziewczyny dopadła do ciemnych drzwi. Nerwowo szarpiąc za klamkę odwróciła się z impetem, jej oczy zalały się łzami, a twarz wykrzywiła w niemym wrzasku.

Obraz podskoczył. Biały napis.


Barczysty mężczyzna, poruszając ustami, jakby wypowiadał długi monolog powoli schodził teraz z kamiennych stopni, niczym pan i władca na swoim terytorium. Wciąż niemo przemawiając umieścił pochodnię na ścianie. 

Przerwa. Biały napis. Obraz podskoczył.

Dziewczyna skuliła się, zasłaniając rękami i drżąc ze strachu, niemo błagała o litość. Napastnik, obnażając w złowieszczym uśmiechu garnitur ostrych jak szpilki zębów, wyciągnął szpony przed siebie i jednym susem skoczył w jej kierunku.

Chłopak, siedzący w pierwszym rzędzie podskoczył, rozsypując dookoła resztki popcornu. Kobieta na krześle obok zasłoniła twarz rękami i wtuliła się w jego ramiona. Chciał ją uspokoić, rozejrzał się po sali, wszyscy widzowie zdawali się coraz bledsi, a film z każdą chwilą nabierał ostrych kolorów, jakby wysączył je z barwnego źródła. Mężczyzna popatrzył na siebie, stawał się coraz bielszy, słabszy. Otwierając usta chciał krzyknąć, ale świat dookoła z każdą sekunda cichł, ustępując miejsca dźwiękom wydobywającym się teraz z ekranu… Złowieszczy śmiech nasyconego potwora rozbrzmiewał po cichej sali kinowej… 

Polecanka pod Sesje… #Fantasy

Tym razem wybieramy się w muzyczną przejażdżkę po krainach fantasy. A pierwszym wykonawcą, który poleci w głośnikach będzie Borislav Slavov, znany także pod pseudonimem Glorian. Autor muzyki do takich gier jak Knights of Honor, Ryse: Son of Rome czy obie części Crysis (2 i 3). Utwory tła, akcji, uniesień, tajemnic i wzruszeń – jednym słowem pełen wachlarz do klimatu warhammera, d&d, poza czasem i wszelkich tym podobnych settingów 🙂

Glorian, Knights of Honor, Lost Battle

 
Glorian, Knights of Honor, Dove in the Sky
Glorian, Knights of Honor, Pride or Pain
Glorian, Ryse: Son of Rome, Rome Theme
Borislav Slavov, Crisis 2, New York Aftermath
 
 

Dwunasta Notka Gościnna – New World of Darkness Song Challenge

Day 11. True Death scene song

Zależy od okoliczności, postaci, miejsca.. ale chciałbym oddać potęgę tego wydarzenia, jakkolwiek by do tego doszło. Przedstawię kilka propozycji, jednakże efekt końcowy, dobrany utwór, zależy to od kroniki – i Waszych Graczy.

Inception Original Motion Picture Soundtrack, Hans Zimmer, 12. Time

Arizona Dream Original Motion Picture Soundtrack, Goran Bregovic, Death

Prestige Original Motion Picture Soundtrack, David Julyan, The Sacrifice

Svidd Neger, Ulver, Preface

RGPgowy Alfabet Muzyczny – Gościnna litera J…

Tym razem serwujemy wariację na temat, a autorem gościnnej notki został Błażej „Błarz” Grygiel z grupy GOREktyw. Pod kawałek zespołu Siekiera ułożył nie scenę, ale proponuje całą gotową sesję!


Niedaleka dystopijna przyszłość, może być Cyberpunk, zamknięte Miasto Fabryk – gigantyczna industrialna metropolia wypełniona zakładami, elektrowniami, pogrążona w smogu i pyle z fabrycznych kominów.


Gracze: drużyna wywrotowców z Ruchu Czynnego Oporu, posługują się pseudonimami
– Koło – nastolatka wychowana w Dzielnicy Martwych Fabryk, ekspert od mechaniki, elektryki, hydrauliki, oraz elektroniki, zawsze z torbą z narzędziami u boku
– Kwadrat – mężczyzna dobiegający 50-tki, masywny, twarz poznaczona bliznami, siwe krótko ostrzyżone włosy i broda, kiedyś pracownik Policji Porządku, przeszedł do RCO, szalenie niebezpieczny w walce wręcz, celny strzelec
-Trójkąt – kobieta po 40-tce, szczupła, wysoka, spokojna, informator, szpieg, organizator, żywa encyklopedia Miasta Fabryk, nie rozstaje się z małym pistoletem i podręcznym magnetofonem na małe kasety magnetyczne.


Poprzednim razem ledwo uszli z życiem. Kiedy zakonspirowany w szeregach RCO agent Policji Porządku ściągnął na ich kryjówkę patrol uzbrojony po zęby musieli uciekać i każdy na własną rękę szukał schronienia. Ilu z 12-osobowej grupy przetrwało atak? Nie wiadomo. Koło, Kwadrat i Trójkąt zdążyli w porę umówić się w punkcie przerzutowym przy nieczynnym odpływie kolektora kanalizacyjnego. Na spotkanie przyszła cała trójka, każdy z innego kierunku, dokładnie o tej samej porze. Wiedzieli, że są śledzeni, dlatego rozmowa była krótka. Żadne z nich nie wiedziało, czy z ich grupy ktoś jeszcze przetrwał. Stracili sprzęt, dane i zostali zdekonspirowani. Policja Porządku zna ich osobowe dane i będzie ich szukać. Ale nie byli jedyną komórką RCO w mieście. Każda komórka działała autonomiczne, w pełnej konspiracji, rzadko komunikując się z pozostałymi. Nikt nie wiedział ile komórek działa w mieście, jaki mają profil. Jednak wszyscy członkowie komórek RCO korzystali z tych samych Wytycznych spisanych przez nieżyjącego od dawna Mikołaja Stawrogina.


Trójka rebeliantów będzie musiała znaleźć nową kryjówkę, stworzyć komórkę i rozpocząć działalność. Potem nawiązać kontakt z pozostałymi. Bitwa przegrana, ale wojna trwa…. Ruch Czynnego Oporu nie zatrzyma się dopóki nie uda im się osiągnąć Celu, czyli otwarcia blokady miasta i uruchomienie legendarnego Wentylatora, który rozpędzi chmury i odsłoni słońce...

RPGowy Alfabet Muzyczny – I…

Wracamy po przerwie 🙂

Pink Floyd, „Is there Anybody Out There?”, The Wall.

Spomiędzy szumu drzew przebijał się cichy urywany męski głos. Ciemne chmury całkowicie przykryły niebo. Zapach spalin unosił się w gęstym lesie. Radiowa audycja wydobywała się z dymiącego samochodu, który maską wbity był w potężne drzewo. Pogięta czerwona blacha, przeplatając się z odłamkami oderwanej kory przypominała arcydzieło na miarę sztuki współczesnej. Połamane konary wdzierały się przez rozbitą szybę do środka pojazdu, tak jakby chciały wyciągnąć porozrzucane po tapicerce przedmioty. To czarno-białe zdjęcie, ta skórzana teczka, ten czarny portfel.. czy tylko to pozostało po kierowcy? Przez szumy i trzaski z radia przebijał się teraz nerwowy głos mężczyzny…. „jest tam ktoś?” – zdawało się dobiegać z wnętrza samochodu. Z głośników rozbrzmiewała burzliwa dyskusja , prezenterka wyraźnie zasypywała rozmówcę gradem pytań. „Jest tu….?” – stękający głos, ledwie słyszalny, znów wydobył się ze środka. „Ktoś…?” – zacharczał mężczyzna. Gałęzie, które wdarły się przez kawałki szyby zdawały się sięgać coraz głębiej wewnątrz samochodu. Pląsały, zakręcały, zacieśniały się wokół rozpłaszczonego na tylnim siedzeniu człowieka, który teraz niczym manekin zwisał z bezlistnych konarów. Jedno z pnącz powoli owinęło się wokół jego szyi, gładząc maleńką gałązką przebite przez drzazgi gardło. Brązowy konar prężył się niczym wąż górujący nad ofiarą, nie dając mężczyźnie najmniejszych nadziei na przeżycie. W agonii ostatnim tchem próbował wołać, charczeć, skamleć o pomoc. Powoli nastawał mrok, migająca żarówka lewego światła pojazdu przygasała z każdą sekundą. Przerywane trzaskami delikatne dźwięki strun rozbrzmiewały z samochodowego radia. Smutna melodia gitary, której akompaniowały uderzające wewnątrz gałęzie, tak żywe, jako potężne łapy zagubionego stwora, który bronił swojego miejsca na tej planecie. Brunatna ciecz potokami lała się z siedzeń, wsiąkając w tapicerkę. Stare drzewo, teraz rozdarte i splecione w ohydnej hybrydzie z dziwacznym pojazdem. Jak bardzo było ono stare?

Pasja, muzyka, gry – wywiad z Liz Katrin

Cześć! Jestem Maciej „Aureus” Gajzlerowicz i po latach wracam do okazjonalnego publikowania tekstów w ramach Graj Muzyką, bloga, którego jestem współzałożycielem, a po dziesiątkach publikacji porzuciłem na rzecz innych projektów. Nie obiecuję regularnych notek, jednak gdy tylko natchnienie mnie podkusi, będę dzielił się materiałami muzyczno-RPG-owymi.
Zacznę od materiału niebagatelnego, bowiem od wywiadu, którego udzieliła dla naszego bloga Liz Katrin. Artystka i fanka fantastyki, aktywna graczka (i Mistrzyni Gry) oraz, przede wszystkim, twórczyni zdumiewającej muzyki inspirowanej fantastyką (i nie tylko). Jeżeli jeszcze jej nie znacie, koniecznie zapoznajcie się z jej twórczością na stronach Soundcloud czy Youtube i śledźcie jej aktywność na Facebooku.
MG: Dziękuję, Liz, że
zgodziłaś się na udzielenie wywiadu. W ciągu ostatnich miesięcy do Twojej
twórczości dotarło wielu fantastów, których uraczyłaś, między innymi, swoją
muzyką inspirowaną Thorgalem, Skyrimem czy Władcą Pierścieni. Jednak przeglądając Twoją twórczość i nieliczne
wiadomości, których udzieliłaś na swój temat, widać, że od lat zajmujesz się
muzyką. Występowałaś przy zespołach takich jak Beltain, udzieliłaś (po galicyjsku) wywiadu dla hiszpańskiego radia
Onda Cero na temat dziewiętnastowiecznej poezji hiszpańskiej, skomponowałaś
kilka ścieżek dźwiękowych dla gier, które raz brzmią groźnie i posępnie, a raz
podchodzą pod nowoczesny, eksperymentalny jazz… Czy umiesz określić, czym,
jako artystka, się obecnie zajmujesz? A także: skąd tak wszechstronny talent
pojawił się w fandomie?
LK:
Dziękuję za zaproszenie do rozmowy na Waszym blogu. Obecnie tworzę soundtrack do gry Aliens, Trolls & Dragons niezależnego studia Kubold. Współpraca
z twórcą studia, Kubą Kisielem (animatorem Wiedźmina
3
) to dla mnie wspaniałe doświadczenie. Przygotowuję także soundtrack do Skywind (Morrowinda na
silniku Skyrim), największego chyba
moda w historii The Elder Scrolls.
Pracuję też nad innymi projektami, których jednak nie wymienię, żeby nie
zapeszać…
Od
lat jestem częścią fandomu. Obserwuję go i staram się czynnie uczestniczyć we
wszelkich jego przejawach, grać w RPG (ostatnio brałam udział w larpie na
podstawie Wiedźmina), w planszówki,
czytać, oglądać, słuchać i tworzyć… Jest to tematyka, która mnie nieustająco
fascynuje i pozwala oderwać się od rzeczywistości… Tak, jak moja muzyka…
Od
dzieciństwa pasjonowała mnie seria komiksów Thorgal.
Dzięki rysunkom Grzegorza Rosińskiego poznałam fascynujący świat, który stanowi
dla mnie nieustającą inspirację. Obecnie przygotowuję album ilustrujący
muzycznie Thorgala.
Moje
różnorodne fascynacje światami fantasy
owocują również tworzeniem soundtracków
do gier komputerowych. To wspaniałe uczucie, kiedy za pośrednictwem muzyki mogę
przekazać to, co czuję, zanurzając się w klimat danej gry…
MG: Widzę, że dużo
uwagi poświęcasz klimatowi, nastrojowi, oderwaniu od naszego świata na rzecz
drugiego. Czy jest jakiś świat fantastyczny, który byś uznała za swój ulubiony?
Może taki, do którego chciałabyś kiedyś zawitać?
LK:
Oczywiście, że tak, i to nie jeden… Zwłaszcza świat Thorgala (wikingów, bogów i magii), który uwielbiam od zawsze,
szeroko pojęty świat The Elder Scrolls
(zwłaszcza krainy Morrowind i Skyrim) oraz światy Gwiezdnych Wojen czy Star
Treka
. Dlatego tak chętnie podjęłam współpracę przy Aliens, Trolls & Dragons. Ta gra łączy fantasy z science–fiction,
a to są „moje klimaty”.
MG: Twoje utwory do AT&D faktycznie cechują się kolażem sampli futurystycznych i tych bardziej
kojarzących się z fantasy. Jak
wygląda Twój proces twórczy? Udaje Ci się zachować dużą swobodę przy tworzeniu
kawałków, czy jednak przechodzą one przez krytykę, modyfikacje i mają pasować
bardziej do wizji twórcy gry, niż Twojej?
LK:
Zazwyczaj dostaję fragment gameplaya
lub screeny z gry, oglądam je i
staram się jak najlepiej wczuć w klimat, biorąc pod uwagę wiele szczegółów, jak
choćby tempo kroków czy rytm oddechu postaci, plan, oświetlenie, a nawet
kolorystykę danej lokacji… Wcielam się na chwilę w bohatera gry, żeby poczuć
świat jego zmysłami, spojrzeć jego oczami. Następnie staram się dobrać
odpowiednią dynamikę, instrumenty i linię wokalną (zaśpiewać bardzo nisko lub
wysoko, „szamańsko” lub klasycznie), żeby stworzyć muzykę, która, moim zdaniem,
najtrafniej tę sytuację zilustruje. W przypadku AT&D, Skywind oraz
innych projektów mam właściwie całkowitą swobodę w tworzeniu soundtracku. To wspaniałe, bo nie muszę
się w żaden sposób ograniczać. Wiadomo jednak, że ostatnie słowo zawsze należy
do twórcy gry.
MG: AT&D to projekt komercyjny, Skywind – non profit, ale jednocześnie o
gigantycznej skali. Zdarzyło Ci się też wesprzeć mały projekt RPG–owy Siedzicie w karczmie i udostępniłaś do
darmowego użytku utwory inspirowane Thorgalem
i Władcą Pierścieni robione jedynie z
pasji. W jaki sposób dobierasz (lub inicjujesz) projekty, którymi się
zajmujesz?
LK:
Tworzenie muzyki to dla mnie przyjemność, dlatego podchodzę do tematu z
zaangażowaniem i staram się wybierać projekty, które rzeczywiście mnie
inspirują. Takie ciekawe projekty często wynajduję przeglądając portale i blogi
dotyczące gier. Najbardziej lubię tematy związane ze średniowieczem, wikingami
i fantasy. Wynika to być może z
fascynacji kulturami dawnymi: prasłowiańską, wikingów, celtycką, japońską…
Pytasz
o Skywind… Poza tym, że uwielbiam
świat Morrowind, projekt ten daje mi
możliwość zaprezentowania różnych barw głosu – od wysokich, delikatnych tonów,
po niski, szamański alt. Bardzo dobrze czuję się w takich klimatach szamańsko–wiedźmińskich…
Jak wspomniałeś, jest to projekt niekomercyjny, a mnie zależy na tym, aby
dotrzeć do jak największej liczby fanów, by także mogli cieszyć się moją
muzyką.
Muzykę
do tekstów Tolkiena stworzyłam jeszcze w czasach studenckich, kiedy
zafascynował mnie język starohiszpański, galisyjski, náhuatl (aztecki), staroangielski oraz futhark – alfabet runiczny (w którym robiłam notatki na zajęciach) i,
oczywiście, tolkienowski tengwar
(język Elfów). W owym czasie występowałam na uniwerku z repertuarem balladowym,
m.in. moimi piosenkami do tekstów Tolkiena (Elbereth
i inne).
O
stworzeniu całego albumu z ilustracją muzyczną do Thorgala myślałam od dawna, a teraz nadszedł właściwy moment na
realizację tego zamysłu. Mój pierwszy utwór – Aaricia – był oceniany przez samego Grzegorza Rosińskiego. To
dodało mi skrzydeł i tak powstał następny – Krissde Valnor, obecnie zaś pracuję nad kolejnymi…
Fascynuje
mnie także fantastyka naukowa, eksploracja kosmosu i tę tematykę odnalazłam z
kolei w projektach: AT&D, Star Wars Rebellion, C0DA czy Repopulation
MG: Ostatnie pół roku
przyniosło Ci sporą popularność. Ale przeglądając sieć (w tym Twój profil na YouTube) można znaleźć informacje o tym,
że już sześć lat temu występowałaś na różnych scenach w towarzystwie
profesjonalnych muzyków. Po czym na długi czas zniknęłaś z Sieci i, jak
rozumiem, aktywności artystycznej. Czy przechodząc z koncertów na soundtracki do gier i muzykę fanowską
zrobiłaś krok wstecz, czy może przeciwnie – jest to aktywność, w której
odnajdujesz się tym lepiej?
LK:
To, że przez jakiś czas nie było mnie w Sieci, nie oznacza, że przestałam
tworzyć. Przeciwnie, pochłaniała mnie wtedy bez reszty praca twórcza nad
przygotowaniem zupełnie nowego materiału, który stopniowo prezentuję moim
fanom.
A
koncerty? Od lat 90. koncertowałam dość intensywnie w kraju i za granicą,
samodzielnie i we współpracy z różnymi muzykami. Koncerty te pochłaniały jednak
zbyt dużo mojej energii, zwłaszcza, że zajmowałam się także menedżerką. Doszło
do tego, że obowiązki organizacyjne całkowicie zabierały mój czas wolny. Z tego
względu nie miałam warunków do tworzenia nowej muzyki, o zupełnie odmiennej
stylistyce… Dlatego postanowiłam zawiesić występy sceniczne, chociaż
uwielbiam kontakt z publicznością. Była to dla mnie trudna decyzja, ale dzięki
temu mogłam skupić się na tworzeniu muzyki, a także doskonaleniu ekspresji
wokalnej. Rozwój wokalny zawdzięczam mojej cudownej profesor od śpiewu, pani
Wandzie Bargiełowskiej-Bargeyłło, solistce Warszawskiej Opery Narodowej (jednej
z najwybitniejszych mezzosopranistek europejskiej sceny operowej).
Największą
radość sprawia mi tworzenie muzyki ilustracyjnej, zwłaszcza do gier
komputerowych, dlatego idę tą drogą. Najważniejszy jest dla mnie kontakt z
fanami i przekazywanie im moich emocji poprzez muzykę.
MG: A jakie masz dalsze
plany? Chciałabyś utrzymywać się z projektów artystycznych? Czy może
potrzebujesz jednego zawodu „dla pieniędzy”, a muzykę ograniczysz do
roli hobby, jedynie przy okazji czerpiąc z niej korzyści materialne?
LK:
Na pewno chcę nadal tworzyć muzykę ilustracyjną, zwłaszcza do gier, bo to moja
pasja. Oczywiście, jeśli tylko jakiś temat mnie zainteresuje, będę brać udział
w projektach niekomercyjnych, jak Skywind,
jednak projekty komercyjne wymagają wynagrodzenia i oczywiście chciałabym, żeby
działalność artystyczna stała się moim głównym źródłem utrzymania.
MG: Zaczęłaś od muzyki
inspirowanej historią, a przy wielu okazjach zdobyłaś ogrom kompetencji
filologicznych i etnologicznych. Czy planujesz wrócić do muzyki historycznej,
czy może wolisz pozostać przy fantastyce?
LK:
Przede wszystkim chcę podkreślić, że zawsze tworzyłam własną muzykę, nigdy nie
zajmowałam się rekonstrukcją utworów historycznych. W moich utworach staram się
przekazać magiczny klimat światów fantasy,
średniowiecznych i orientalnych.
Przy
okazji stypendiów kilkukrotnie miałam okazję przebywać dłużej w Santiago de
Compostela i właśnie tam narodziła się moja fascynacja kulturą, językiem i
muzyką hiszpańskiej Galicji, co zaowocowało magisterką z literatury
hiszpańskiej. Dzięki tej fascynacji powstało wiele moich utworów, m.in. Adiós ríos (w języku galisyjskim) oraz
własna interpretacja a cappella
utworu Negra sombra, a także tekst De amor wraz z aranżacją tradycyjnej
melodii średniowiecznej. Galicja to kraina niezwykła, w której przenikają się
kultury: celtycka, rzymska i arabska, dodatkowo silnie przyprawione magią… Poza
tym, właśnie tam można zobaczyć plenery rodem z Shire… To naprawdę nakręca
wyobraźnię.
MG: Zbliżając się do
końca: czy masz jakieś ulubione RPG–i? I co sądzisz o wzbogacaniu sesji o
muzykę?
LK:
Z wielkim sentymentem podchodzę do AD&D
(zwłaszcza Dragonlance i Ravenloft), Wampira i Cyberpunka, a
od kilku lat grywam głównie w autorskie systemy w klimatach japońskich,
magicznego steampunka i Gwiezdnych Wojen.
Zdarza mi się również prowadzić przygody według własnych pomysłów. Moim zdaniem
dobór odpowiedniego tła muzycznego do sesji jest równie ważny, jak wymyślenie
wciągającej przygody. Dobrze dobrana muzyka niesamowicie wzbogaca sesje i
modeluje nastrój.
MG: A jakiej muzyki
słuchasz dla własnej przyjemności, w wolnych chwilach?
LK:
Najwięcej słucham muzyki z gier, a poza tym etnicznej, folkowej, progresywnego
rocka, metalu (zwłaszcza z żeńskimi wokalami), jazzu, aż po muzykę klasyczną,
operową…
MG: Liz, bardzo miło mi
było z Tobą porozmawiać. Dziękuję za Twój czas i uwagę. Życzę powodzenia w
dokańczaniu obecnych projektów, jak i w poszukiwaniu następnych. Jakieś
ostatnie słowo do fanów i czytelników?
Jeśli
zapragniecie oderwać się od codzienności i znaleźć po drugiej stronie lustra,
zachęcam do posłuchania mojej muzyki…
Dziękuję,
Aureusie, za przemiły wywiad. 

Jedenasta Notka Gościnna – New World of Darkness Song Challenge

Day 10. Demon theme song

Zmieniłem trochę, w standardowym Challenge nie ma Demona, ale jest Mortal. Motywy do Mortala wrzuciłem do pierwszego dnia, tutaj opiszę muzykę do nowego systemu.

Ciekawym albumem, który można wykorzystać ze względu na powiązania z ‘mechanicznością’ tego systemu jest ścieżka dźwiękowa z gry „Amnesia: A Machine for Pigs”. Większość utworów służy raczej do spokojnej interakcji, ale jest kilka perełek:

„Amnesia: A Machine for Pigs Game Soundtrack”, Jessica Curry, „18. Nest of Eggs”

„Amnesia: A Machine for Pigs Game Soundtrack”, Jessica Curry, „38. A Clockwork Soul”

Co do tych spokojniejszych utworów, na płycie ciężko znaleźć wystarczająco długie – jednak jest takich kilka i dobrze współgrają:

„Amnesia: A Machine for Pigs Game Soundtrack”, Jessica Curry, „41. Mandus”

Prócz tego, polecam zespół „Those Poor Bastards” – na większość walki, rozrywki, luźnej interakcji super pasują. Dodają westernowego smaczku. Co więcej – tematyka grupy słowa pasują do drużyny Demonów.

„Satan is Watching”, Those Poor Bastards, “01. This World is Evil”


„Satan is Watching”, Those Poor Bastards, “02. The Crooked Man”

Motyw przewodni dla Boga-Maszyny? Już przedstawiam! Rzadko kiedy jest możliwość wysłuchania modlitwy od tyłu w tak dobrej oprawie (pamiętajcie jednakże by nie urazić tym uczuć Graczy, lepiej zapytajcie czy możecie użyć. Poważnie).

“Bitter Suites to Succubi”, Cradle of Filth, “08. Dinner at the Deviant’s Palace”

Ze swojej strony dodam, że ilustracje okładek albumów i singli robią robotę niemniej niż sama oprawa muzyczna 🙂 [merry]

Dziesiąta Notka Gościnna – New World of Darkness Song Challenge

Day 9. Mummy theme song

Dla mnie jest to jeszcze grunt prawie niezbadany… Motywy pamięci I atmosfera.
Zaproponowałbym motywy z Indiany Jonesa… jednakże to Świat Mroku. Więc na warsztat do tego systemu biorę Silent Hill-a. Szczególnie zaś lubię muzykę z Homecoming:

Silent Hill Homecoming Game Soundtrack, Akira
Yamaoka, Order Church

Kawałki głównie do tła, ale w kontekście
Mumii, myślę, że powolne basowe nuty bardzo pasują. Świetne są szczególnie te
które można wykorzystać do pościgów i poczucia osaczenia.
Silent Hill 2 Game soundtrack, Akira Yamaoka, 18. Pyramid Head


Poza tym, Elizabeth McGlynn, która
przyczyniłą się do powstania wielu wyśmienitych utworów stworzyła całą listę
piosenek – można je wykorzystać na intro i outro sesji, tworząc serialowość
kroniki. Zróżnicowane kawałki podpasować można słowami – i proponuję
wykorzystać nie tylko w Mumii, ale również innych systemach jest to uniwersalne.
moim zdaniem bardzo dobrze wpasowuje się w problematykę zapomnienia tego systemu:
Silent Hill: Shattered Memories Game
Soundtrack
, Akira Yamaoka & Elizabeth McGlynn, 21. Hell Frozen Rain